O autorze
Absolwentka Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego oraz podyplomowych studiów pedagogicznych. Należy do wąskiego grona diet coach’ów certyfikowanych w Polsce przez Instytut Psychoimmunologii Wojciecha Eichelbergera. Swoją karierę w Nestlé rozpoczęła w Dziale Serwisu Konsumenta, gdzie – jako ekspert firmy – udzielała m.in. porad dietetycznych. Obecnie, jako Starszy Specjalista ds. Żywienia w Nestlé Polska S.A., współtworzy komunikację żywieniową dla produktów Nestlé. Dodatkowo prowadzi szkolenia w zakresie zdrowego żywienia (dla dziennikarzy, pracowników firm, innych dietetyków) oraz wspiera żywieniowo firmę L’Oreal w temacie nutrikosmetyków. Liderka I edycji projektu żywieniowego skierowanego do studentów dietetyki w całej Polsce, realizowanego w ramach międzynarodowej strategii Nestlé Nutrition, Health&Wellness.
Autorka wielu artykułów na temat żywienia publikowanych w tytułach prasy kobiecej i parentingowej. Współautorka (razem z Pauliną Smaszcz-Kurzajewską) książki „Mama i tata to my”, na łamach której obala wiele żywieniowych mitów. Uczestniczka, w roli prelegenta, szeregu konferencji poświęconych żywieniu i zdrowiu człowieka w całej Polsce.
Zdrowie i racjonalne odżywianie to nie tylko jej zawód, ale też pasja. Uzależniona od antyoksydantów w postaci herbaty i kawy oraz od wieczornych transcendentalnych rozmów o życiu z synem Jankiem. Uwielbia książki Milana Kundery, muzykę Boba Marleya i tort czekoladowy Pischingera.

„40-dniowy post”

Zaczął się Wielki Post. Niezależnie jak kto jest wierzący, a kto nie, podobno kościoły pękały w szwach w Środę Popielcową. Aż kapłani byli zadziwieni, że tyle owieczek do parafii należy... Ostatnimi czasy słowa „Wielki Post” rozważane były na ogół w kontekście wiary, nauki kościoła, przygotowania do najważniejszego święta Katolików, jakim jest Wielkanoc. Nadal jest on kanwą do wielu działań w sferze duchowej i komercyjnej (w ROSSMANN już można kupić słodkie króliczki w pastelowych kolorach, oraz wszystkie akcesoria niezbędne do fajnego przeżycia świąt- po katolicku i bardziej ateistycznie (jak kto woli), ale w jakże bardzo miłym towarzystwie radosnych kurczaczków, uśmiechniętych króliczków i włochatych baranków).

Nie o tym jednak rzecz, chodzi o ten post, który pomoże nam się lepiej przygotować do świętowania, celebracji i zrozumienia Misterium Męki Pańskiej i Zmartwychwstania . Asceza duchowa to jedno, ale jakby to jeszcze wzmocnić ascezą ciała- przeżycia wręcz transcendentalne. W tym roku media (wbrew dotychczasowej tradycji) poprosiły więc o wypowiedź nie tylko Księdza, ale również dietetyka… Pytanie, które usłyszałam w „Środę Popielcową” było niczym parafraza słynnego, tuskowego „Jak żyć?”, a brzmiało… „Jak pościć?”…



Słowo post jest jednak słowem dość… pojemnym. Zniechęcam osoby, które muszą przez najbliższe 40 dni normalnie funkcjonować w pracy i w domu, zmierzać się z codziennymi wyzwaniami, aby zapodały klasyczny post Jezusa. Ten, kuszony na pustyni przez 40 dni, z uporem maniaka, powtarzał szatanowi „Nie samym chlebem człowiek żyje…” prawda (choć pewnie bardziej niż szatan znał Piramidę Zdrowego Odżywiania), ale heroicznego postu opartego TYLKO na słowie mógł dokonać ON, a my?... Cóż człowiecze… wyrzeknijmy się choć jednej rzeczy z naszych dotychczasowych przyzwyczajeń żywieniowych (żadnych słodyczy, ani kropli alkoholu, o połowę mniejsze porcje…) a wtedy te 40 dni wyda nam się wiecznością.

Ja też należałam kiedyś do osób, które na czas Wielkiego Postu narzuciły sobie dyscyplinę niejedzenia słodyczy (nie ma to jak „płynąć” z mało oryginalnym postanowieniem mainstream). Superka, fajnie, git, „nic nie bolało”… dopiero potem uświadomiłam sobie, że nie bolało, bo… ja zasadniczo słodyczy nie lubię. To tak samo, jakby wegetarianin narzucił sobie przez 40 dni abstynencję od mięsa :) Ale jak trudno zrezygnować z czegoś, co jest naszym „żywieniowym narkotykiem”, bez czego nie wyobrażamy sobie dnia, co jest naszym rytuałem, dającym nam poczucie harmonii i bezpieczeństwa? Często wmawiamy sobie… mogę, ale nie muszę, ale jak przyjdzie zmierzyć się z takim ograniczeniem, mówiąc mu kategoryczne NIE- to duchowe „chcę” zmienia się na fizjologiczne „muszę”… pęknąć czy wytrzymać? czy „Szef na górze” mi te starania i wyrzeczenia wynagrodzi??? Takie poświęcenie z mojej strony!!!!

Czasem, „co nas nie złamie, to nas wzmocni”. Jedno postanowienie, a jak wysoka cena. Wielu osobom to jednak uświadamia, jak trudno jest zmienić swoje nawyki żywieniowe. Niezależnie, czy to dieta postna, odchudzająca, na przytycie, na cukrzycę, na cholesterol, na tarczycę, na jelito drażliwe… boli wyrzec się tego co lubię. Często jednak idziemy do dietetyka z postanowieniem zmiany wszystkiego. A zasadniczo, to… co Panią/ Pana motywuje do tej zmiany?… Jak to co??? Ślub za 3 miesiące mam, żenić się chcę! (super jak za 3 miesiące, a nie 3 tygodnie, wtedy jest szansa :), Urlop na egzotycznych plażach!!! , przecież trzeba jakoś wyglądać! (fakt, trzeba :)

Trudniej, jeśli w perspektywie są… „Chcę mieć poczucie, że ten cukierek nie będzie mną rządził…”, „Jezus dla mnie cierpiał, ja pocierpię dla Niego…”

Fajnie, jeśli taka motywacja działa, ale w czasach powszechnego konsumpcjonizmu wiem, że… jednak nie działa :( Przecież jak zjem batona, wypije kieliszek wina, piorun jasny mnie nie strzeli… oczywiście, że nie, ale kto będzie miał większą satysfakcję za prawie 40 dni- ten, kto rozsmakuje się po tym czasie słodyczowej ascezy przecudnym smakiem babki i mazurka, czy ten, który z nosem na kwintę zje kawał świątecznych słodkości bez większej przyjemności, pełen poczucia słabości, ale ku radości np.… „teściowej”- „O Mamo! jakie to pyszne!!!”… ale jakże ludzkie, jakże przyziemne, jakże egzystencjalne., jakże….”
Trwa ładowanie komentarzy...