Prof. Pawłowicz i jej wrzody (na żołądku, oczywiście)

Wczoraj kilku dziennikarzy zadzwoniło do mnie z prośbą o komentarz, jakie konsekwencje może mieć dla prof. Pawłowicz jedzenie podczas obrad sejmowych… na początku pomyślałam, że to pomyłka, bo przecież nie jestem ekspertem „wiedzy wszelakiej” , na savoir vivre znam się na poziomie podstawowym, ogólnie akceptowalnym przez otoczenie, na zasadach- co wolno, a czego nie wolno robić podczas obrad sejmu znam się mniej więcej tak samo, jak na „chińskim tańcu”, ale faktycznie, jedzenie to jednak temat sam w sobie, który dość dobrze mam opanowany.

Otóż pomijając wszelkie didaskalia konsumpcji prof. Pawłowicz na sali obrad, obserwując to jak jadła i pomijając co jadła (podobno była to sałatka z łososiem, albo tuńczykiem- super, piękne preludium żywieniowe przed nadchodząca wigilią) to jednak tempo w jakim spożywała owy kontrowersyjny posiłek, starając się (chyba niezauważenie) wrzucić coś do żołądka, pozostawia wiele do życzenia. Łapczywie połykane kęsy przeplatane rozmową z koleżanką po swojej lewicy, a jednocześnie wdając się w nerwowe dyskusje z marszałkiem sejmu i nie tylko, to pierwszy i bardzo skuteczny krok do wrzodów żołądka.



Od zawsze powtarzam, że niezależnie od tego, jak nasz dzień jest napięty, jak ważne piastujemy stanowiska, to powinniśmy znaleźć czas na spokojny posiłek. Pani Poseł niestety jest doskonałą antyreklamą zasad zdrowego odżywiania. Pospieszne jedzenie posiłku powoduje, że nie kontrolujemy ilości spożywanego jedzenia, możemy zjeść znacznie więcej niż nasz organizm potrzebuje, co może mieć konsekwencje w postaci nadwagi lub wręcz otyłości… taaaaa… połykanie dużych, niepogryzionych kawałków jedzenia powoduje, że nasz żołądek musi wyprodukować znacznie większe ilości enzymów trawiennych (w tym również kwasów żołądkowych) aby poradzić sobie z ich strawieniem.

Połączenie dużej ilości kwasu żołądkowego i stresu (towarzyszącego jedzeniu) to bardzo prosta droga do nadżerek w błonie śluzowej żołądka, które zaniedbane mogą przekształcić się w bolesne wrzody lub gorzej- nadżerki, które w geometrycznym tempie mogą doprowadzić do raka żołądka. A przecież tego nie chcemy, szczególnie u wybranych przez lud przedstawicieli naszego narodu.

W krótkim okresie czasu, takie odżywianie również odbija się na naszym samopoczuciu. Tak spożywane posiłki wg. [i]„wzoru a’la prof. Pawłowicz” mogą powodować niestrawność, bóle brzucha, wzdęcia, dyskomfort ze strony przewodu pokarmowego, ale również nadpobudliwość, drażliwość i chyba również… uszczypliwość, czego miała okazję doświadczyć dziennikarka „idiotka” z TVN 24.

Pani profesor, spokojnie, przecież zdrowie jest najważniejsze!
Trwa ładowanie komentarzy...