O autorze
Absolwentka Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego oraz podyplomowych studiów pedagogicznych. Należy do wąskiego grona diet coach’ów certyfikowanych w Polsce przez Instytut Psychoimmunologii Wojciecha Eichelbergera. Swoją karierę w Nestlé rozpoczęła w Dziale Serwisu Konsumenta, gdzie – jako ekspert firmy – udzielała m.in. porad dietetycznych. Obecnie, jako Starszy Specjalista ds. Żywienia w Nestlé Polska S.A., współtworzy komunikację żywieniową dla produktów Nestlé. Dodatkowo prowadzi szkolenia w zakresie zdrowego żywienia (dla dziennikarzy, pracowników firm, innych dietetyków) oraz wspiera żywieniowo firmę L’Oreal w temacie nutrikosmetyków. Liderka I edycji projektu żywieniowego skierowanego do studentów dietetyki w całej Polsce, realizowanego w ramach międzynarodowej strategii Nestlé Nutrition, Health&Wellness.
Autorka wielu artykułów na temat żywienia publikowanych w tytułach prasy kobiecej i parentingowej. Współautorka (razem z Pauliną Smaszcz-Kurzajewską) książki „Mama i tata to my”, na łamach której obala wiele żywieniowych mitów. Uczestniczka, w roli prelegenta, szeregu konferencji poświęconych żywieniu i zdrowiu człowieka w całej Polsce.
Zdrowie i racjonalne odżywianie to nie tylko jej zawód, ale też pasja. Uzależniona od antyoksydantów w postaci herbaty i kawy oraz od wieczornych transcendentalnych rozmów o życiu z synem Jankiem. Uwielbia książki Milana Kundery, muzykę Boba Marleya i tort czekoladowy Pischingera.

11 listopada - dzień „niepodległego” rogala Marcińskiego

Fot. Shutterstock
Kilka razy w roku przychodzą takie dni, kiedy ja, skromny dietetyk, muszę w różnych mediach dokonać „żywieniowego mordu” na dobrodziejstwach rodzimej tradycji. A ja, niczym kulinarny hipster, zawsze w Tłusty Czwartek stanę w obronie pączka, który tego dnia przeżywa swoje 5 minut, a jutro sama uraczę się Rogalem Marcińskim, choć to ponad 560 dodatkowych kalorii.

Dziś odebrałam już kilka telefonów, czy mogłabym lud przestrzec przed tymi nadprogramowymi, bombami kalorycznymi, które w takim wyjątkowym dniu mogą zniszczyć niepodległość ich idealnych rozmiarów i wagi. Jak się powstrzymać przed rogalem? Jak znaleźć bardziej dietetyczną opcję? A może są rogale w mniejszym rozmiarze? A ile po zjedzeniu biegać, sprzątać, maszerować, skandować, protestować, wiecować… żeby go spalić?



Mówię temu kategoryczne NIE, narażając się na ostracyzm środowiska za niepopularne hasła i niepodłączenie się do zbiorowego linczu wszystkiego, co dostarcza nadprogramowe kalorie naszemu i tak już otyłemu społeczeństwu.

Prawdziwy rogal składa się z ciasta półfrancuskiego, a jego nadzienie stanowi biały mak, cukier, masło, śmietana, rodzynki, suszone daktyle lub figi, wanilia i skórka pomarańczowa. W nadzieniu rogali można również często znaleźć migdały, orzechy włoskie, arachidowe czy kandyzowane gruszki.

Tradycja rogali Marcińskich związana jest tylko z tym krótkim okresem w okolicach listopadowych imienin dostojnego solenizanta, dlatego ich skosztowanie w tym okresie na pewno nie odbije się negatywnie na figurze, ale jednocześnie dostarczy nam nie tylko ogromnej przyjemności sensorycznej, ale i ważnych składników odżywczych w „skondensowanej” wersji.

Najbardziej kaloryczne, ale i wartościowe pod względem odżywczym jest nadzienie rogala - mieszanka rozdrobnionych bakalii, orzechów, owoców i białego maku to przede wszystkim ogromna ilość witaminy A, nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz składników mineralnych. Jeden taki rogal na pewno zaspokoi naszą potrzebę zjedzenia czegoś przepysznego i słodkiego (nie ma potrzeby jeść więcej), a osoby dbające o linię, ale i o tradycję jednocześnie mogą znaleźć rogale w wersji mini lub podzielić się z kimś jednym rogalem na spółkę :)

Miłego i smacznego świętowania!
Trwa ładowanie komentarzy...